17/09/2026
Ryanair ma chyba jedne z najbardziej bezczelnych sociali w internecie. I właśnie dlatego działają!
Bo zamiast udawać, że ich samoloty to latające SPA, potrafią wrzucić coś w stylu:
„Odchyl fotel i się zrelaksuj. A nie, czekaj…przecież się nie odchyla.”
I co robi internet? Oczywiście lajkuje.
Najlepsze jest to, że Ryanair często sam śmieje się z rzeczy, na które klienci non stop narzekają.
Mało miejsca? No jest.
Dodatkowe opłaty? Też są.
Luksusy? No halo, raczej nie po to kupujesz bilet za kilkadziesiąt euro?
I zamiast pisać elaborat o „najwyższych standardach obsługi pasażera”, robią z tego mema.
Ale teraz przychodzi ważniejsze pytanie: czy każda marka może tak komunikować?
Zdecydowanie nie.
Wyobraźcie sobie bank piszący: „Nie działa Ci aplikacja? No trudno XD”
Raczej szybko przestałoby być śmiesznie.
I chyba właśnie tutaj jest cały sekret Ryanaira. Ten ton nie jest doklejony na siłę przez social media managera. On po prostu pasuje do całej marki.
Ryanair nie sprzedaje luksusu. Sprzedaje tani lot i standard adekwatny do ceny.
Nie próbuje być elegancki, nie próbuje być premium. Nie udaje też, że wszyscy go kochają.
I dzięki temu może pozwolić sobie na coś, czego wiele marek kompletnie nie udźwignęłoby komunikacyjnie.
Więc może lekcja z Ryanaira wcale nie brzmi „Rób śmieszne posty”.
Tylko: „Nie kopiuj cudzej komunikacji. Najpierw ogarnij, na co może pozwolić sobie Twoja marka.”
Bo granica między „haha, ale dobra marka” a „ludzie, kto to zatwierdził?” jest naprawdę cienka.
Kojarzycie inne marki do których taki luźny, bezczelny ton faktycznie pasuje? Dajcie znać w komentarzach!