23/07/2026
POLSKOŚĆ NIE RODZI SIĘ SAMA
Jest takie przekonanie, które od lat powraca w rozmowach z rodzicami: „Przecież jesteśmy Polakami. Dziecko słyszy w domu język polski, więc samo będzie Polakiem.” Chciałabym wierzyć, że to wystarczy. Po osiemnastu latach pracy w polskiej szkoły na emigracji wiem jednak, że tak się nie dzieje.
Polskość nie jest cechą dziedziczoną jak kolor oczu. Nie zapisuje się automatycznie w genach ani nie utrwala wyłącznie dlatego, że w domu mówi się po polsku (choć z tym mówieniem po polsku bywa różnie). Polskość rodzi się z doświadczeń, z języka, z literatury, z historii, z pamięci, z rozmów i spotkań. Jest wyborem, który dojrzewa latami. A każdy wybór wymaga troski.
Dziecko urodzone lub wychowywane za granicą dorasta w dwóch kulturach, niczym w dwóch światach. Na co dzień żyje kulturą kraju, w którym chodzi do szkoły, buduje przyjaźnie, poznaje historię i tradycję miejsca swojego zamieszkania. To naturalne i piękne. Jednak drugi świat – ten polski – nie pojawia się sam. Trzeba go świadomie tworzyć. To właśnie dlatego istnieją polskie szkoły.
Nie po to, aby odbierać dzieciom dzieciństwo czy dokładać kolejny obowiązek do tygodnia pełnego zajęć. Istnieją po to, aby dziecko wiedziało, kim jest. Aby rozumiało słowa polskiego hymnu. Aby potrafiło przeczytać sms, maila od babci bez pomocy tłumacza. Aby kiedyś mogło usiąść przy rodzinnym stole w Polsce i czuć, że naprawdę do niego należy.
Przez osiemnaście lat obserwowałam setki dzieci. Widziałam nieśmiałych pięciolatków, którzy z trudem składali pierwsze polskie zdania. Widziałam nastolatków, którzy początkowo pytali rodziców, po co mają chodzić do polskiej szkoły. Widziałam też dorosłych już absolwentów, którzy po latach wracali i mówili jedno zdanie: „Dziękuję. Dopiero teraz rozumiem, po co mi to było.”
Nagle pojawiła się praca wymagająca znajomości dwóch języków. Nagle chcieli studiować w Polsce. Zakochali się w kimś z Polski. Sami zostali rodzicami i zrozumieli, że chcą przekazać swoim dzieciom coś więcej niż nazwisko zakończone na „-ski”.
Najczęściej jednak wracali z prostszym wyznaniem: „Nie straciłem siebie.” To zdanie jest warte więcej niż wszystkie świadectwa.
Dzisiaj obserwuję jednak z niepokojem zmianę. Paradoks naszych czasów polega na tym, że choć Polaków w Wielkiej Brytanii nadal są setki tysięcy, w polskich szkołach z roku na rok ubywa uczniów.
Dlaczego?
Cóż coraz częściej wydaje się nam, że skoro można zadzwonić do dziadków przez internet, obejrzeć polski film na platformie streamingowej albo pojechać do Polski na wakacje, to wystarczy.
Muszę Was rozczarować. Nie wystarczy. Język nie rozwija się sam. Historia nie staje się ważna sama z siebie. Tożsamość nie buduje się przypadkiem. Każdy pedagog wie, że dziecko uczy się tego, co jest dla niego regularnie obecne. Jeżeli przez pięć dni w tygodniu żyje wyłącznie w angielskim świecie, a polskość pojawia się jedynie od święta, trudno oczekiwać, że pozostanie równie silna. To nie jest kwestia patriotycznych deklaracji. To kwestia codziennych wyborów.
Polska szkoła jest jednym z niewielu miejsc, gdzie dziecko spotyka rówieśników podobnych do siebie. Nie musi tłumaczyć, dlaczego w domu obchodzi Wigilię inaczej, dlaczego babcia mieszka daleko ani dlaczego mówi w dwóch językach. Tutaj dwujęzyczność jest wartością, a nie wyjątkiem. Tutaj dzieci odkrywają, że polskość nie jest ciężarem. Jest bogactwem.
Często słyszę od rodziców, że sobota jest jedynym dniem odpoczynku. Rozumiem ich. Sama wiem, jak wygląda życie rodzin na emigracji. Praca, obowiązki, długie dojazdy, zmęczenie. Wiem też coś jeszcze. Dzieci nie zapamiętają tego, że mogły w sobotę pospać godzinę dłużej. Zapamiętają natomiast ludzi, którzy nauczyli je mówić piękną polszczyzną. Przedstawienia, podczas których recytowały „Katechizm polskiego dziecka”. Pierwszą przeczytaną samodzielnie polską książkę. Wycieczki. Akademie. Wspólnie śpiewane kolędy. Przyjaźnie zawarte właśnie tutaj. Zapamiętają poczucie przynależności. A ono jest bezcenne.
Przez osiemnaście lat pracy w szkole przekonałam się, że największym sukcesem nie są konkursy ani egzaminy. Największym sukcesem jest moment, kiedy dawni uczniowie wracają już jako dorośli ludzie. Kiedy mówią do swoich dzieci po polsku. Kiedy zapisują je do tej samej szkoły. To wtedy wiem, że nasza praca miała sens. Warto w tym miejscu przypomnieć historie naszych absolwentów. Jedna z naszych uczennic po latach wybrała studia w Polsce. Mówiła, że bez znajomości języka i kultury nie odważyłaby się podjąć tej decyzji.
Inny absolwent wykorzystuje dziś dwujęzyczność w swojej pracy zawodowej, podkreślając, że właśnie polska szkoła dała mu pewność swobodnego posługiwania się językiem.
Byli też tacy, którzy przychodzili tylko po to, by powiedzieć: „Teraz moje dzieci będą uczyć się tutaj. Nie chcę, żeby straciły to, co ja dostałem.” To najpiękniejsze świadectwa naszej pracy.
Polska szkoła nie konkuruje z brytyjskim systemem edukacji. Ona go uzupełnia. Pomaga wychować młodego człowieka świadomego swoich korzeni, otwartego na świat i jednocześnie zakorzenionego w kulturze swoich przodków. Człowiek, który zna swoje korzenie, łatwiej odnajduje swoje miejsce w świecie.
Dlatego dziś chciałabym zwrócić się przede wszystkim do rodziców. To Wy jesteście pierwszymi strażnikami polskości swoich dzieci. Nie odkładajcie tej decyzji na później. Nie zakładajcie, że „jakoś to będzie”, bo polskość naprawdę nie rodzi się sama.
Rodzi się wtedy, gdy dziecko słyszy język ojczysty nie tylko w domu, ale również w szkolnej ławce. Gdy poznaje historię swoich przodków. Gdy uczy się czytać i pisać po polsku. Gdy śmieje się, recytuje, śpiewa i dorasta wśród dzieci, które niosą podobne doświadczenie życia między dwoma światami.
Nasza szkoła istnieje od osiemnastu lat. Przez jej mury przewinęły się pokolenia uczniów. Każdego roku z nadzieją otwieramy drzwi dla kolejnych dzieci. Chciałabym, aby nigdy nie zabrakło tych, którzy przez nie wejdą. Bo zamknięcie polskiej szkoły na emigracji nie oznacza jedynie końca pewnej instytucji. To ciche zgaszenie miejsca, w którym przez lata przechowywano język, pamięć i tożsamość. A gdy gaśnie takie miejsce, wszyscy stajemy się odrobinę ubożsi. Nie pozwólmy, aby kolejne pokolenie Polaków znało Polskę jedynie z wakacyjnych zdjęć i rodzinnych opowieści. Dajmy naszym dzieciom coś znacznie cenniejszego. Dajmy im korzenie, dzięki którym – niezależnie od tego, gdzie zaprowadzi je życie – zawsze będą wiedziały, skąd pochodzą – Magdalena Kosiń – Dyrektor Polskiej Szkoły im. JPII w Bath.