29/12/2025
Chyba zrobiłam sobie mini-tradycję pisania w ten czas okołoświąteczny o przekładaniu po nowemu (dla mnie) Katullusa, no to dorzucę i dziś. Jak ostatnio, najpierw ględzenie, potem tłumaczenie. Uwaga, dziś będzie sporo brzydkich słów.
***
Dzisiaj na warsztacie carmen 36 Katullusa. Nie całkiem jasny utwór, ale co tam, spróbujmy go rozgryźć. Zaczyna się od jadowitej inwokacji do wierszy pewnego, hmm, poety: "Annales Volusii, cacata charta". Inwokację tę nasi tłumacze spolszczali z dużym upodobaniem: przekład Jana Czubka (1898) ma jeszcze całkiem grzecznie "Ramoty Woluzego, obrzydliwe śmiecie (1)", Anna Świderkówna już nieco bliżej oryginału "Dzieło Woluzja, zwoju zafajdany". Grzegorz Franczak ostatecznie umieścił w przekładzie wersję "Dzieje Woluzja, srały-dyrdymały", choć na jakimś etapie pracy wersja miała moje ulubione "zaszczane tomiszcze".
Po co Katullus zwraca się do wspomnianego, hmmm, dzieła? Ano, oświadcza mu, że czeka je pewna życiowa rola. Otóż dziewczyna poety (która w moim przekładzie będzie Lesbią, choć mnie boli o to serce: wolałabym puellę zostawić, ale mi się metrycznie nie chce w wersie zmieścić) złożyła kiedyś obietnicę, że odda Wulkanowi, kulawemu bogu ognia, wiersze kogoś znanego jako "najgorszy poeta", jeśli ona i Katullus się pogodzą. Pogodzili się i teraz "najgorsza dziewczyna" ma wiersze "najgorszego poety" spalić.
Kiedyś myślałam, że "pessimus poeta" jest tu dosłowne i że od początku chodziło o wiersze Woluzjusza. Teraz coraz bardziej mi się zdaje, że "pessimus poeta" to Katullus, jak w c. 49, dedykowanym Cyceronowi (ale nie dajcie się nabrać, to nie skromność, to poza, Katullus absolutnie się za najgorszego nie uważa!). Przekonują mnie dwa paralelizmy: zewnętrzny, ten z c. 49, i wewnętrzny: Katullus i Lesbia są tutaj "pessimus poeta" i "pessima puella", pasują do siebie.
I tu właśnie Katullus zaczyna kombinować - moim zdaniem, to interpretacja tekstu - i proponuje zamianę: jako wotum spalone zostaną nie wiersze jego, "najgorszego" z poetów, tylko rzeczywiście fatalne i, powiedzmy sobie szczerze, g... warte wierszydła Woluzjusza.
No, a potem jest zabawa, bo Katullus nagle przybiera bardzo podniosły ton w inwokacji do Wenus, a potem wpada w pełen model poety uczonego, acz chaotycznego. Wymienia multum centrów kultu bogini miłości, tych znanych (Idalion na Cyprze, Knidos z posągiem Praksytelesa, Golgos z ponoć najstarszym miejscem kultu Wenus) i tych mniej (Dyrrachium), po czym wprost z tego purpurowego patosu przechodzi z powrotem do tego, co było na początku. Zapowiada mianowicie książce Woluzjusza jej fatalny los i kończy ponownym nazwaniem jej "cacata charta".
***
Gdzie było wyzwanie? Po pierwsze w "cacata charta", to jest tak wredne i ma tyle możliwych rozwiązań, że aż się prosi o rywalizację z poprzednikami. Poszłam po skojarzeniu, hmm, dwuznacznym, określającym zarówno jakość, jak i możliwy ostateczny los dzieła...
Po drugie - te nieszczęsne miejsca kultu Wenus. Bo, śmiem twierdzić, dla 99% współczesnych odbiorców Golgos i Knidos są równie mało oczywiste, jak Dyrrachium, ergo, gubi się to, co mi się wydaje zamysłem.
Co z tym zrobiłam? Ano, wymieniłam współczesne miejsca "kultu Miłości", te światowe i te nie całkiem. Zrobiłam to with (not) a little help from my friends, że tak innego poetę zacytuję - wszystkim osobom, które się udzielały w dyskusji o miastach miłości, dziękuję najserdeczniej! Jak poprzednio, jest to przekład zakładający przede wszystkim przełożenie realiów kulturowych, więc niewiele mnie obchodzi, jak daleko miał Katullus do Wilkowyj.
***
“Roczniki” Woluzjusza, o, księgo do dupy,
Przydasz mi się, by spełnić obietnicę Lesbii:
Przyrzekła kiedyś Wenus i Kupidynowi,
Że, gdy się pogodzimy i kiedy przestanę
Dokoła wymachiwać wrednymi wersami,
Najgorszego z poetów wybór wierszy złoży
W ofierze kulawemu bogu-kowalowi,
A na podpałkę weźmie pechowe drewienka.
Tak to najgorsza z dziewczyn przysięgła z uśmiechem,
pół-żartem obiecała bogom nieśmiertelnym.
Teraz więc, Ty, o Pani, coś z morza zrodzona,
O Wenus, o Miłości, która cześć odbierasz
W sławnym mieście Paryżu oraz w Wilkowyjach!
Ciebie wielbi Werona i sto mostów westchnień,
Ale i Ciechocinek, tam, gdzie dom zdrojowy,
Gdzie miłość w Zakopanem śpiewają poeci,
Słysz, błagam, mą modlitwę i przyjm nasze wotum
Jeśli mu nie brakuje wdzięku i dowcipu.
Tymczasem: marsz w płomienie, kiczydło przebrzydłe
Nudne, smętne i pełne grafomańskich rymów,
„Roczniki” Woluzjusza, o, księgo do dupy!
***
Annālēs Volusī, cacāta carta,
vōtum solvite prō meā puellā.
Nam sanctae Venerī Cupīdinīque
vōvit, sī sibi restitūtus essem
dēsissemque trucēs vibrāre iambōs,
ēlectissima pessimī poētae
scrīpta tardipedī deō datūram
infēlīcibus ūstulanda lignīs.
Et hoc pessima sē puella vidit
iocōsē lepidē vovēre dīvīs.
Nunc, ō caeruleō creāta pontō,
quae sanctum Īdalium Ūriōsque apertōs
quaeque Ancōna Cnidumque harundinōsam
colis, quaeque Amathunta, quaeque Golgōs,
quaeque Durrachium Hadriae tabernam,
acceptum face redditumque vōtum,
sī nōn illepidum neque invenustum est.
At vōs intereā venīte in ignem,
plēnī rūris et īnfacētiārum
annālēs Volusī, cacāta carta.
[AK]
(1) Jan Czubek miewał, IMHO, absolutnie genialne intuicje tego, co tekst mógł znaczyć, choć nie zawsze mu wychodziło to, by odpowiednie dać rzeczy słowo - absolutnie się z nim zgadzam, że podstawową z punktu widzenia Katullusa wadą "Annales" Woluzjusza mogła być ich staroświeckość stylistyczna i ramotkowatość, po trochu sygnalizowana tytułem nawiązującym do archaicznego dzieła Enniusza.