07/10/2024
Anna Zielińska, 2 rok
Przejście było inne niż zwykle. Trwało, oblepiając całe jego ciało, a kiedy się skończyło, on też się jakby skończył. To już nie był ten sam Emil. Przerażony przyjrzał się swoim dłoniom – były niebieskie i ostro zakończone, tak samo jak nogi. Cały był już niebieski. Kraina dookoła była pusta. Białawe, nierówne podłoże, a nad nim niebo tak czarne, że wydawało się płaskie. Przypomniał sobie historię, którą dawno temu opowiedział mu pewien Centaurot: o powstawaniu światów i ich twórcach. Kiedyś zdarzyło mu się nawet trafić do świata dopiero budowanego – on też był miejscami pusty, ale zupełnie inaczej niż ten, w którym
znalazł się teraz. Chcąc wyruszyć na przód, zorientował się, że nie może zrobić kroku, bo nie dotyka ziemi. Wyciągnął ku niej rękę, a ta zaczęła się jednocześnie kurczyć i rozciągać, wyciągał ją ku ziemi, ale odległość się nie zmniejszała. Z braku innych możliwość niebieski
Emil zaczął powoli dryfować przed siebie, a przynajmniej tak mu się wydawało, bowiem niezmienność otoczenia nie pozwalała na ostateczne tego potwierdzenie. Nagle zaczął coś słyszeć… Pojedyncze sylaby nie dochodziły z zewnątrz, ale ze środka jego głowy. Odwrócił się dla pewności, lecz niczego nie zobaczył. Wszystkokształty przyglądały się przybyszowi z zaciekawieniem. Jednorodność jego budowy była wręcz imponująca. Przeszukawszy swoje główne niwszycostko, odnalazły
podstawowe informacje o odwiedzającym: Emil, gatunek pojedynczy z gromady percypantów. Wszystkokształty zasmuciły się. Mimo to musiały spróbować. Skupiły jedno
ze swoich czułków na Emilu i zaczęły niezbyt umiejętnie wywoływać wrażenia słuchowe.