17/02/2026
Z okazji mamy dla Was kolejną recenzję!
„Kocie sprawy. Koty tworzą swoją historię” Erica Barataya jest książką trudną. Problem z jej lekturą nie leży jednak w samej idei książki, a nawet w treści, lecz w formie. Są w niej obecne cztery kroje pisma, a dodatkowo, we fragmentach opisujących koci behawior występują rozmaite typograficzne zabiegi stylistyczne: WIELKIE litery, maŁE LItery pomieszane z WIELkimi, w.y.k.r.o.p.k.o.w.a.n.i.a, r o z s t r z a ł, s-ł-o-w-a z p-a-u-z-a-m-i.
Nadmiar zabiegów typograficznych: zmienne kroje pisma, kursywa, wielkie litery, wykropkowania i rozstrzelenia, sprawia, że czytanie przychodzi z trudem. Niejednokrotnie byłom bliskie zaprzestania lektury, zrażone trudnością odbioru. W pewnych miejscach miałom wrażenie, że czytam powieść futurystyczną z lat 20., ze wszystkimi formatowymi trudnościami i neologizmami typu „strzyżouszy”, „źrenicuje”. Ten dziwny trud w pewnym momencie zaczęłom odczuwać cieleśnie, odsuwając od siebie myśl o dalszej lekturze, pomimo fascynującej treści.
Można zresztą powiedzieć, że sam tekst działa tu performatywnie, w sensie, który sam Baratay przypisuje zachowaniom kotów. Autor w pewnym miejscu pisze o działaniu „nazywanym przez socjologów performatywnym”, które poprzez swoją formę wywołuje określone skutki u odbiorcy. W przypadku tej książki tym odbiorcą jest czytelnik, a zastosowana typografia spowalnia lekturę, rozprasza uwagę, momentami wręcz narzuca fizyczny sposób czytania, zatrzymywany, poszatkowany, niepewny. Zamiast płynnego kontaktu z narracją pojawia się konieczność ciągłego rekonstruowania sensu z rozbitych fragmentów.
Paradoks polega na tym, że pod warstwą tej formalnej przeszkody kryje się książka naprawdę ciekawa poznawczo. Baratay opisuje relacje ludzi i kotów jako proces długiego współdostrajania się dwóch gatunków: społecznego, kulturowego, behawioralnego, a miejscami także genetycznego i epigenetycznego. Kot nie jest tu biernym obiektem udomowienia ani symbolicznym dodatkiem do ludzkiej historii, lecz jej aktywnym współuczestnikiem. Zmieniają się koty żyjące w ludzkich środowiskach, ale zmieniają się też ludzkie praktyki codzienności, emocjonalność i sposoby myślenia o zwierzętach.
To przesunięcie perspektywy wydaje się najcenniejszym elementem książki. Relacja człowiek–kot przestaje być anegdotą czy sentymentalnym dodatkiem do historii społecznej, a zaczyna jawić się jako jeden z jej realnych, materialnych wymiarów. W tym sensie „Kocie sprawy” wpisują się w coraz silniejszy nurt badań nad relacjami międzygatunkowymi, który próbuje wyjść poza prostą opowieść o dominacji człowieka nad światem zwierząt.
Kocio-ludzkie biografie opisane w książce są przy tym pełne drobiazgowej obserwacji, ale też wyraźnego ciepła. Baratay uważnie śledzi codzienne praktyki współżycia ludzi i kotów. Dzięki temu jego narracja nie pozostaje wyłącznie suchą analizą relacji międzygatunkowych, lecz zyskuje wymiar przeżytego doświadczenia. Pokazuje, jak relacje są realnie przeżywane, jak wpisują się w zarówno ludzkie, jak i kocie, życiorysy.
Czytało mi się tę książkę trudno, momentami wręcz fizycznie trudno. A jednak zostawiła mnie z poczuciem, że relacje ludzi z kotami, i szerzej z innymi zwierzętami, są integralną częścią naszej wspólnej historii. Być może właśnie dlatego warto przez tę wymagającą formę jednak się przedrzeć, nawet jeśli sama droga bywa momentami bardziej wyboista, niż mogłaby być.
/pr