22/08/2026
Już jutro – 23 sierpnia – Europejski Dzień Pamięci Ofiar Nazizmu i Stalinizmu. Data obchodów nie jest przypadkowa – 23 sierpnia 1939 roku podpisano pakt Ribbentrop–Mołotow, którego tajny protokół podzielił Europę Środkowo-Wschodnią na strefy wpływów III Rzeszy i Związku Sowieckiego.
◾Pamięć o ofiarach totalitaryzmów to jednak nie tylko pamięć o tych, którzy zostali zamordowani. To także pamięć o milionach ludzi deportowanych, więzionych w obozach, poddanych represjom i systemowej, zideologizowanej przemocy, która przez dziesięciolecia niszczyła życie społeczne wielu europejskich państw.
◾O znaczeniu tego dnia, ale także o jego niejednoznacznościach i problemach związanych z pamięcią o zbrodniach totalitarnych, pisze prof. Paweł Skibiński, historyk Wydziału Historii Uniwersytetu Warszawskiego.
"Ustanowiony przez Parlament Europejski w 2008 roku Europejski Dzień Pamięci Ofiar Nazizmu i Stalinizmu przypadający 23 sierpnia w swym zamyśle wskazuje na bardzo ważny element niezbędny dla pamięci historycznej Europejczyków. Konieczność pamięci o ofiarach dwu największych reżimów totalitarnych dewastujących nasz kontynent w minionym stuleciu, która umożliwiłaby uniknięcie ewentualnej restytucji systemów totalitarnych na naszym kontynencie.
W obchodach tego dnia chodzi nie tylko o upamiętnienie ofiar masowych eksterminacji i represji, ale także o pamięć o osobach poddanych deportacjom, wtrącanych do obozów koncentracyjnych i poddanych zinstytucjonalizowanej, zideologizowanej przemocy, która tłamsiła swobodne funkcjonowanie wielu europejskich społeczeństw przez lata i degenerowała ich życie społeczne. Warto zwrócić uwagę, że w o wiele większym stopniu przemoc ta dewastowała kraje Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie II wojna światowa przebiegała znacznie bardziej krwawo, a reżim komunistyczny został ustanowiony pod dyktando Stalina na ponad 4 dekady, niż Europę Zachodnią...
Jednak już sama nazwa tego dnia wskazuje, że mamy do czynienia z kwestią, która tylko pozornie jest dla wszystkich oczywista. Nazwa ta zdradza bowiem, że stosunek do zbrodni totalitarnych okazał się kłopotliwy dla samych pomysłodawców tych obchodów, umownie powiedzmy dla europejskiej klasy politycznej. Nazwa nacechowana jest bowiem kuriozalną myślową niekonsekwencją. 23 sierpnia nie jest to bowiem ani Dzień Pamięci Ofiar Hitleryzmu i Stalinizmu, ani Dzień Pamięci Ofiar Nazizmu i Komunizmu, jak nakazywałaby elementarna semantyczna i logiczna konsekwencja.
Pierwszy wariant nazwy został widocznie uznany za niewystarczający, jako wskazujący wyłącznie na osoby wielkich zbrodniarzy Hitlera i Stalina, drugi zaś zbyt wyraźnie przypominałby, że partie komunistyczne obecne od dekad na scenie politycznej wielu europejskich krajów, są ideowo związane ze zbrodniczym i ludobójczym systemem totalitarnym. Stąd sięgnięto po hybrydalne zestawienie ideologii (nazizmu) z terminem opisującym osobisty wymiar dyktatury (stalinizm).
W ten sposób, chcąc nie chcąc, Parlament Europejski rozgrzeszył zbrodnie popełnione przez Związek Sowiecki i jego komunistycznych sojuszników z bloku wschodniego w okresie leninowskim, poprzedzającym tzw. stalinizm, a także w okresach późniejszych – za rządów Chruszczowa czy Breżniewa…
Ten fakt uważam za grzech pierworodny ciążący na tej ważnej formie upamiętnienia ofiar zbrodniczych systemów".
◾23 sierpnia jest więc nie tylko dniem pamięci, ale również okazją do refleksji nad tym, jak pamiętać o totalitaryzmach, by ich zbrodnie nie zostały zapomniane ani relatywizowane.