16/04/2021
W taki dzień jak ten...
..w 1972 roku w małym mieszkanku położonym nad morzem niedaleko Kamakury odebrał sobie życie Yasunari Kawabata, jeden z największych japońskich pisarzy, autor licznych powieści i opowiadań, pierwszy japoński laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury (w roku 1968; nota bene, najsilniejszym kontrkandydatem Japończyka był podówczas Witold Gombrowicz).
Dlaczego Kawabata zdecydował się na tak drastyczny czyn? Odpowiedzi na to pytanie jest kilka. Jedni podejrzewali, że autora „Śpiących piękności” skłonił do tego nieudany romans. Inni – że po prostu chciał skończyć ze sobą z powodu nadszarpniętego zdrowia – miał prawie 73 lata i właśnie wykryto u niego chorobę Parkinsona. Jakieś znaczenie mogła mieć również samobójcza śmierć jego przyjaciela Yukio Mishimy dwa lata wcześniej. W 1970 roku Mishima, pisarz znany na całym świecie i adorowany przez takich tuzów literatury jak Tennessee Williams czy Marguerite Yourcenar, wdarł się w mundurze paramilitarnego Stowarzyszenia Tarcz do budynku dowództwa oddziałów piechoty japońskich Sił Samoobrony w Tokio i po wygłoszeniu płomiennej mowy do żołnierzy popełnił klasyczne seppuku. Na pewno nie bez wpływu na decyzję Kawabaty było również kulturowo zakorzenione w Japonii przyzwolenie na taki krok. W końcu – jak pisała Phyllis I. Lyons, badaczka twórczości Osamu Dazaia, innego japońskiego pisarza, który odebrał sobie życie – „Japończycy mają prawdopodobnie tak dużo słów na określenie samobójstwa, jak Eskimosi na określenie śniegu”.
Na szczęście Kawabata żył na tyle długo, by zostawić nam swoje wspaniałe powieści. W Polsce tłumaczyli je między innymi Wiesław Kotański („Kraina śniegu”, 1964), Mikołaj Melanowicz („Śpiące piękności. Tysiąc żurawi”, 1987), Henryk Lipszyc („Meijin – mistrz go”, 2004) czy Ewa Szulc („Głos góry”, 1982). Tę ostatnią powieść w poprawionym przez tłumaczkę przekładzie wznowił w tym roku Państwowy Instytut Wydawniczy.